poniedziałek, 22 marca 2010

Totalitaryzm strachu 1/2


Każda próba refleksji nad tematami takimi jak totalitaryzm czy nacjonalizm, wywołuje we mnie rodzaj emocjonalnej pustki. To efekt moralnej bezradności, etycznego osłupienia wobec ogromu zła. Gdy poznaję relacje o nie tak dawno przecież minionych zbrodniach, o ledwo co wyleczonym szaleństwie komunizmu, które nastąpiło po pandemonium holokaustu, ogarnia mnie zdziwienie i strach. Zdziwienie, bo ciężko intuicyjnie pojąć procesy, które mogą doprowadzić do moralnego upodlenia w takiej skali; strach pojawia się, gdy uświadamiam sobie, iż to właśnie ta prowadząca nas obecnie ku lepszej przyszłości cywilizacja wyhodowała na swoim łonie totalitarne potwory. Zadaję sobie pytanie: czy to się może powtórzyć?

Tytułem wstępu podkreślam moją postawę wobec omawianego tematu, ponieważ to ona określa kształt tego eseju. Wzmiankowane emocje są niezwykle silne i sprawiają, że historia znana mi jedynie z relacji staje się dosyć osobistym przeżyciem. Myśląc o dwóch demonach totalitaryzmu, które objawiły swe potworne oblicza w wieku dwudziestym, często wędruję od ogólnej refleksji do coraz bardziej szczegółowych faktów, do poszczególnych, przypadkowych biografii, do konkretnych ludzi i zastanawiam się co wpłynęło na nich, w ich jednostkowym wymiarze, że zdecydowali się włączyć w zbiorowe szaleństwo. Podobny kształt przybierze poniższy esej: analizując uniwersalne teorie, które swoimi poprzedzonymi ogólnym kwantyfikatorem twierdzeniami obejmują całe formacje narodowe i kulturowe, postaram się nie zapomnieć o jednostce uchwyconej w matnię totalitaryzmu.
Sposoby precyzowania znaczenia terminu ‘totalitaryzm’ są oczywiście bardzo do siebie podobne, różnią się szczegółami oraz rodzajem wysuniętego na pierwszy plan elementu. Myślę, że próbę syntezy wielu określeń dobrze będzie rozpocząć od wyodrębnienia trzech elementów życia państwa: ekonomii, prawa i obyczajowości. Ten ad hoc skonstruowany podział posłuży do sformułowania pobieżnej definicji.
Rozpocznijmy od ekonomii: w państwie totalitarnym pozostaje ona pod całkowita kontrolą rządzących, którzy dzięki temu mogą traktować to państwo jako wielką machinę, na przykład wojenną. Mogą sterować tym mechanizmem odgórnie, ustawiając go tak, aby jak najlepiej służył realizowaniu bieżących planów. Plany te mają zapewniać, w sposób pośredni lub bezpośredni, realizację misji dziejowej, jaką może być stworzenie nowego człowieka, zdobycie przestrzeni życiowej czy zarażenie całego świata jedyną słuszną ideą.
Częstokroć zamiary władzy nabierają dosyć kontrowersyjnego charakteru. Mogłoby to rodzić opór prawa, lecz prawo w postaci spetryfikowanych reguł nie krępuje władz, gdyż one, jako podmiot historyczny świadomy misji dziejowej, mogą działać poza obowiązującym kodeksem. W systemie totalitarnym występuje wyraźny prymat ideologii nad prawem – to ostatnie może być brane w nawias, jeśli okaże się, że stoi na przeszkodzie realizacji interesów systemu. Opierając się na tej zasadzie łatwo zrekonstruować sytuację jednostki w totalitarnym państwie: na straży jej przywilejów, jej wolności i bezpieczeństwa stoi właśnie ta jurysdykcja, którą władze mogą wedle własnego uznania honorować lub lekceważyć.
Pozostaje jeszcze kwestia obyczajowości, którym to mianem objąłem tu całość zjawisk i relacji występujących pomiędzy członkami społeczeństwa, częstokroć nie objętych formalizacją lub sformalizowanych częściowo. Upraszczając uznajmy, że chodzi tu o sferę życia prywatnego oraz o kulturę, czyli obszary w demokratycznym państwie będące domeną największej wolności. Ich autonomia gwarantuje, że niezależnie od jakichkolwiek działań władz w społeczeństwie może powstać opór, gdyż to na tym poziomie dojrzewa ferment niezadowolenia, przekazywany przez jednostkę innej jednostce, rozprzestrzeniany niezależnie od woli rządzących. Takie czynniki jak wolne media, komentująca rzeczywistość sztuka, komunikacja pomiędzy małymi, nieformalnymi grupami są gwarancją funkcjonowania zbiorowej świadomości mogącej stawiać opór i aktywnie kształtować rzeczywistość społeczną. Jest to memetyczny biotop, w którym obieg i egzystencja memów przebiegają niezależnie od centralnych ośrodków władzy. W efekcie pozwala to na uniknięcie zwyrodnienia zróżnicowanej, bogatej w treści multikultury w jałową, jednolitą monokulturę, zdominowaną przez mempleks jednej ideologii.
Państwo totalitarne nie przeocza tego i zagospodarowuje ten teren. Leszek Kołakowski określił totalitaryzm „jako system polityczny, w którym wszystkie więzy społeczne zostały całkowicie zastąpione przez organizacją państwową i w związku z tym wszyscy ludzie muszą realizować cele państwa” (cyt. za Roman Bäcker, Totalitaryzm. Geneza, istota, upadek., INDEX-BOOks, Toruń 1992, s. 11). Do tej sfery odnieść też można wszystkie wzmianki tak często występujące w literaturze martyrologii narodowej, tyczące się czegoś niezbyt uchwytnego, co zwie się ‘duchem narodu’.
Dysponując już powyższymi ustaleniami przejdę do podstawowego pytania, jakie pojawia mi się, gdy wycyzelowany tu abstrakt przykładam do historycznej rzeczywistości: w jaki sposób doszło do zaistnienia totalitaryzmów?
Szeroko analizuje się genezę faszystowskich Niemiec. Większość tłumaczeń odwołuje się do powolnych historycznych procesów, do niedostrzegalnych zmian w świadomości, które ostatecznie zaowocowały stworzeniem niebezpiecznego mitu narodowego. Opowiadanie rozpoczyna się nawet już od Heraklita, powołując się na jego pochwałę konfliktu, co wydaje mi się posunięciem dosyć dyskusyjnym. Dalej następuje Platon i Arystoteles, którzy w swoich pismach politycznych zawarli idee takie jak bezwzględne posłuszeństwo obywatela wobec władzy, doniosła rola elity, czy nacjonalistyczne, rasistowskie podstawy podziału społecznego na jednostki gorsze i lepsze. Okres średniowiecza zbywa się raczej milczeniem i zatrzymuje się przy Machiavellim oraz Hobbesie, wskazując na nich jako na tych, którzy usprawiedliwiali amoralność w polityce oraz totalność i suwerenność władzy.
Myśli te przenikały sztukę i filozofię, były przez nie modyfikowane, aby wyłaniać się w nowych, przekształconych formach. W procesie kształtowania podłoża dla narodowego socjalizmu akcentuje się wpływ Hegla, wskazując na takie wątki jego systemu, jak podkreślanie roli wybitnych, historycznych jednostek, „elementów mistycyzmu, uniwersalizmu, arystokratyzmu, antydemokracji i utylitaryzmu” (P. M. Hayes, Pojęcie państwa totalitarnego, s. 754, w: J. Borejsza (red.), Faszyzmy europejskie, Warszawa 1979).
W takim ujęciu powstanie faszystowskich Niemiec jawi się jako bardzo długi proces, który trwał w sposób niejawny już od wieków, aby w końcu zwieńczyć się w określonym momencie historycznym. Stopień ulegania czarowi dziejowego determinizmu jest zróżnicowany i zazwyczaj występuje w umiarkowanej postaci: nie ma służyć usprawiedliwieniu, ale wyjaśnieniu. Obszerne fragmenty takiej autoanalizy można odnaleźć w wypowiedziach Zeitblooma, narratora w "Doktorze Faustusie" Tomasza Manna. Jest to paradygmatyczny przykład postawy wielu Niemców, którzy z zafascynowaną bojaźnią obserwowali narodziny Rzeszy, dociekając jednocześnie, gdzie w historii ich narodu bije źródło tego pełnego furii zrywu. Znamienne jest, iż pomiędzy zaskakującymi zdarzeniami, a rzeczywistością znaną przez Zeitblooma zachodzi ogromny rozdźwięk; Mann zapewne odmalowuje tu także własne zdziwienie wobec niepomiernie kuriozalnych faktów, takich jak przeradzanie się teutońskiego chłopa w krwiożerczą blond bestię.
Nie bez kozery przytaczam tu mannowską postać: uzgodnienie przemian w dużym formacie ze świadomością jednostki jest nie lada problemem. To co wydaje się bezwzględnie logiczne i zrozumiałe w skali całego narodu, traci swoją jednoznaczność, gdy dociekliwe spojrzenie skupimy na konkretnym człowieku. Agresywne państwo totalitarne możemy postrzegać przez pryzmat prawideł socjobiologii i uważać je za narzędzie służące ekspansji wyodrębnionej grupy genów; możemy uczynić je zwieńczeniem długiego, historycznego procesu lub jego powstanie przypisać determinującemu wpływowi sytuacji społecznej i gospodarczej, i zapewne w każdym z tych ujęć uchwycimy jakąś, większą lub mniejszą , część prawdy. Lecz niezależnie od przyjętej optyki wciąż niewyjaśnione pozostanie to, co dzieje się w jednostkowej świadomości, gdy zostaje ona wciągnięta w tryby totalitarnej machiny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz